Minęło już trochę czasu. Cedrik jest już młodzieńcem o pięknych zielonych oczach. Wchowywałam go przez te 17 lat. Nie miał pojęcia, że my, jego rodzice, jesteśmy wampirami. Ale w końcu... i tak się dowiedział.
Byłam pewna, że Cedrik już spał. Wyszliśmy cicho z Virio. Niedaleko naszego osiedla złapaliśmy dwie młode kobiety i powoli sączyliśmy krew delektując się smakiem.
- CO WY ROBICIE?! - usłyszałam bardzo dobrze znany mi głos. Gwałtownie się odwróciłam. Ujżałam mojego syna, w oczach miał łzy... stał i patrzył na nas. Odrazu puściłam kobietę. Leżała bezwładnie na ziemi.
- Synku, co ty tu robisz?
- powiedz mi co wy tu robicie?! Kim wy do cholery jesteście?! Co wy wyprawiacie?!
- Virio... wyczyść im pamięć... idziemy do domu... nasz syn chce wyjaśnień.
Szliśmy w milczeniu. Po policzkach ciekły mi łzy. Przecież wiedziałam, że w końcu tak się stanie.
- Mamo... Tato.. kim wy naprawdę jesteście?
- Cedrik... my... oh... my jesteśmy... - nie mogłam dokończyć, mój głos się załamał, rozpłakałam się. Virio mówił dalej.
- My jesteśmy wampirami...- mówił to powoli, ale z powagą. Cedrik wytrzeszczył oczy, po czym wybuchnął śmiechem.
- Kpicie sobie ze mnie? Wampiry nie istnieją! To głupi wymysł ludzkiej wyobraźni!
- NIGDY NIE KPILIŚMY I NIE MAMY ZAMIARU KPIĆ Z TEGO KIM JESTEŚMY! - nerwy wzięły przewagę nad Virio. - JEŚLI NIE PODOBA CI SIĘ KIM JESTEŚMY, PROSZĘ, DRZWI OTWARTE! MOŻESZ WYJŚĆ I NIE WRACAĆ!
Cedrik patrzył z przerażeniem na ojca... nigdy dotat nikt nie podiusł na niego głosu.
- Tato... ale... jak ludzie się dowiedzą...
- Nie dowiedzą się! Chyba że będziesz na tyle głupi i wszystko wyśpiewasz znajomym.
Usiadłam koło syna... mocno go obiełam, spojrzałam na męża... skiwną głową, jednym szybkim ruchem wbiłam się w szyje Cedrika.
- teraz będziesz taki jak my...